mgr-emalia-znienacka blog

Twój nowy blog

fff

1 komentarz

fff

3 komentarzy

.

Brak komentarzy

strukt_obr3.gif
Dokonując wszechstronnych analiz, syntez i dializ, w szczególności przy porównywaniu wartości obsłużeń z wartością obrotu sklepu uzyskać można nieco zbitą pewność, że w przypadku niektórych grup klientów dżule ekspedientki są w dużym stopniu marnotrawione. Dotyczy to zwłaszcza grupy zeszytowców. Jednakże należy mieć na uwadze, że dodatkowym czynnikiem wpływającym na marnotrawienie dżuli sklepowej jest również stopień rozdrobnienia zakupów. Biedaczka za ladą więcej się narobi przy delikwencie, który zakupi bułkę, twarożek, 10 deko sera, pół litra mleka i pół kostki masła niż przy wytrawnym znawcy wytrawnego wina za 20 zł który zaordynuje wyłącznie butelczynę swego ulubionego trunku. Można by więc zarzucić przedstawionemu zestawieniu, że nie uwzględnia dodatkowego podziału klientów na drobiazgowych ciułaczy (kupujących dużo niskocennych towarów) i prostolinijnych szastaczy (co to nie oglądają się na cenę i kupują cobądź i jakbądź). Niemniej uwzględnienie takiego podziału zaskutkuje tym, że
- po pierwsze primo – nasze tabele staną się trójwymiarowe, co przy płaskich ekranach monitorów naraża kursantki internetowe na np. uraz oka (jeśli cos z tabeli będzie za bardzo wystawać)
- po drugie primo – już nikt nic z tego nie wyrozumie. Zresztą i dotychczasowy, skomplikowany materiał nie dla wszystkich jest wystarczająco przyswajalny – świadczą o tym kamienne twarze części z Was, wyrażające kompletną bezsilność i brak polotu. O – na szczęście rzadkiej – gamoniowatości i jełopowatości nie wspominając.

W każdym razie powyższa tabela dostarcza nam niezwykle cennych informacji niezbędnych do przyjęcia strategii postępowania z klientem. Zważywszy, że umiejętność dokonania wszystkich operacji macierzowo-pacierzowych prowadzących do otrzymanego wyniku ma charakter wyraźnie elitarny, niedostępny ogółowi naszego niedoedukowanego społeczeństwa, radzę Państwu tabelę B przyjąć jako dogmat. Tak jest i już. Wątpiącym wystarczy dostarczyć argumentu „Znienacka tak powiedziała”. A nuż zadziała? (A łyżka na to: „niemożliwe!”)

A póki co – dziękuję za uwagę.

Brak komentarzy

i znow przedluzacz

Niedawno krzykliwym tematem był projekt budowy Centrum przeciw Wypędzeniom w Berlinie. Geneza zjawiska obejmuje m.in. odzyskanie przez Rzeczpospolita Ziem Odzyskanych (które jednak Odzyskanymi zostały nazwane dopiero po odzyskaniu). Tytuł niniejszego wykładu powstał niejako na fali tego tematu.

Konsekwencją przypisania ŚWIR-a badanym grupom klientów jest oszacowanie ich średniego udziału w strukturze dochodów sklepu. W celu dokonania szacunku musimy przekształcić wartości współczynników ŚWIR w specjalną macierz – tzw. macierz świrową. Następnie dokonujemy przemnożenia jej przez znaną już Państwu macierz B – struktury obsłużeń, w postaci nominalnej. Otrzymujemy:

tablica 2. – obliczenia do macierzy struktury obrotów
strukt_obr1.gif

Co po przekształceniu w wartości procentowe da nam (albo i nie) macierz C – struktury procentowej obrotów sklepu. Wszystko oczywiście w skali tygodnia.

Macierz C – struktury procentowej obrotów
strukt_obr2.gif

Jak widać, otrzymane wartości znów w istotny sposób różnią się od poprzednich struktur procentowych

jeszcze bedzie

Brak komentarzy

1 komentarz

Tak sobie wymyśliłam, że jestem potomkinią po mieczu – Damoklesa (a po kądzieli zapewne jakiejś przekupki z Nowego Targu), jako że przez całe życie wisi mi nad głową otrzymany w spadku miecz wyżej wymienionego. Tym razem przybrał on postać wykładu o macierzy strategii, dawno przyobiecany.
Co by nie przemęczyć szanownych kursantek i kursorów, zróbmy dziś w tym temacie tylko krok do przodu.

Ad rem

Rzeczą tak oczywistą, że wręcz niedostrzegalną okiem nieuzbrojonym jest fakt, iż różni klienci dokonują zakupów o różnej wartości. Czy ktokolwiek z Państwa zastanawiał się nad dalekosiężnymi konsekwencjami tego faktu? Stawiam konia z kolumną, że nie. Spośród wielu z konsekwencji wymienię dwie:

1) Zakupy stały się wręcz wzorcowym przykładem służącym nauczaniu matematyki w klasach początkowych szkół podstawowych. Chyba każda z nas musiała poznawać biografie różnych Baś ({głos z sali} – Kogo?? – Baś, Baś! Baranku!) czy Elżuni, które z zadziwiającą regularnością kupowały lizaki po 2 zł i batony po 5zł w różnych konfiguracjach. O hiperglikemii u tych natrętnych dziewuch jakoś podręczniki nie wspominają. Przy okazji należy dodać, że dzieci, które pobierały pierwsze szlify matematyczne w pierwszej połowie lat 90-tych były narażone na niemały szok i pewną demoralizację, gdy nagabywana o kupno lizaka mama musiała doedukować latorośl, iż do podręcznikowej ceny należy jeszcze dodać kilka zer. Oczywiście przerastało to możliwości intelektualne przeciętnego 7-8-latka. Ówczesne kłamliwe podręczniki informujące, że za 1000 zł można kupić 500 lizaków należy uznać za prawdopodobny efekt spisku i pomiot reform niejakiego Balcerowicza. (swoja drogą nie mam bladego pojęcia co w tych majtkach takiego było, ze są firmowane nazwiskiem tego faceta).
2) Wyposażenie sklepów w liczydła a następnie w kasy. Należy zauważyć, że przesuwanie koralików liczydła, jak również wciskanie przycisków kasy (tzw. nabijanie) to działania absorbujące dodatkowe dżule, w przypadku których nie można stosować spychownictwa jak również innych metod dżulooptymalizacji.

O ile prostsze byłoby życie sklepowej, gdyby zakupy miały u każdego klienta te samą wartość! Starczałoby po każdym obsłużonym kliencie stawiać „pałeczkę” (w podręcznym zeszycie ladowym), na koniec dnia – w celu obliczenia utargu – pałeczki te zsumować i dopiero dokonać niezwykle skomplikowanego przemnożenia przez stałą wartość zakupu. Dodatkowych problemów przy obliczaniu nastręcza fakt, że sprzedawane towary mogą być objęte różnymi stawkami podatku VAT. Jako że podatki to temat drażliwy, w tym momencie kwestię ucinam. Ciekawam tylko, kto z Państwa wie, ile wynosi VAT na watę.

Krokiem w dobrym kierunku jest utworzenie sieci sklepów „Wszystko po 5 zł”. Jednak prawdziwą rewolucją byłoby przyjęcie przez sklepy obligatoryjnej dla klienta wartości zakupu, właściwej dla danego sklepu. W celach informacyjnych można by opatrzyć sklep szyldem w postaci np.. „SAM – za dychę”, co daje pole do popisu dla twórców haseł reklamowych. (opisany przykład można by opatrzyć hasłem „sam za dychę kup zagrychę”).
Cały ten galimatias z cenami wynika z wynalezienia pieniądza przez naszych starożytnych protoplastów. W ich zamyśle pieniądz miał być przede wszystkim podzielny. W świetle tego dziwi powiedzenie „Petunia non olet” czyli – pieniądze to nie omlet. Wszak omlet całkiem nieźle daje się krajać i dzielić na części. Natomiast teoretycznie nie powinno dziwić „Nie zapłacę złamanego grosza”, choć z przykrością stwierdzam, że złamanego grosza nigdy na oczy nie widziałam. Próbowałam stosować różne metody łamania (piłką, kołem, kulą ortopedyczną) jednak bez rezultatu. Przy okazji obaliłam twierdzenie, że „na dwoje babka dzieliła” – moja babka nie potrafiła podzielić grosza. Swoją drogą – czy którakolwiek z Was przyjęłaby jako zapłatę złamany grosz?
No ale wróćmy do wątku głównego.
Każdy z klientów dokonuje zakupu na inna kwotę. Jednak dla każdej z grup (wg kryterium podziału: sposobu płatności) można wyznaczyć średnią wartość pojedynczego zakupu, co ma niebagatelne znaczenie dla przyjętej strategii postępowania z delikwentem. Wartość ta jest wyrażona współczynnikiem ŚWIR (= średnia wartość indywidualnego rozchodu). Dla klientów już wcześniej opisywanego sklepu spożywczego ŚWIR wynosi:
Gotówkowcy 12,73 zł
Karciarze 20,19 zł
Zeszytowcy 7,35 zł

Warto nadmienić, że ŚWIR-a można przypisać także grupom podzielonym wg innych kryteriów, a nawet pojedynczym delikwentom w założonym dłuższym okresie czasu.

Tak więc każda z nas ma swojego ŚWIR-a.

Tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wykład.

Jako zadanie domowe – proszę oszacować własnego ŚWIR-a biorąc za bazę obliczeń 10 ostatnich wizyt w sklepie „Wszystko po 5 zł” (przy założeniu że każdorazowo zakupiliśmy 1 sztukę towaru).

Dziękuję za uwagę.

5 komentarzy

Macierz struktury procentowej klientów – jak zauważył pewien hydraulik („Bo to nie jest tak! Wcale a wcale.” – że przytoczę jego słowa) – daje mylne pojęcie o prawdziwej skali zaangażowania ekspedientki w obsługę wymienionych grup społecznych. Wszak klient stały, w skali – dajmy na tamto – tygodnia jest obsługiwany parokrotnie częściej, niż delikwent o naturze losowej. Dlatego (po długich bojach z ołówkiem pneumatycznym marki AUTOPSIE) wyliczyłam kolejną już macierz, tym razem macierz struktury obsłużeń.

Do jej wyliczenia niezbędne jest zastosowanie Współczynnika Użerania Tygodniowego (WUT), który obrazuje średnią liczbę obsłużeń klienta w zależności od jego grupy częstotliwości:

Klienci stali - 4,3 (obsłużeń w skali tygodnia)
Klienci sporadyczni – 1,8
Klienci losowi – 1

Współczynniki zostały wyznaczone empirycznie na podstawie wyników bezcelowego badania przyspieszonego. Dopuszczalny błąd pomiaru wynosi (+/-) log(4,156) k , gdzie
k – wartość zbiorów karczochów w tonach na 1km kwadratowy nieużytków rolnych w województwie w którym znajduje się badany sklep.

Na bazie współczynników WUT zbudowałam specjalną macierz na potrzeby dalszych obliczeń, zwaną z rzadka pacierzem. Pacierz ten jest tak przydatny, ze nie sposób go sobie odmówić. Natomiast macierz A należy z deczka przekształcić, zamieniając wartości procentowe, na wartości liczbowe odpowiadające strukturze klientów w grupie 1000 osób. W praktyce należy zamazać znak „%” oraz przecinek.
Następnie tak zniekształconą macierz A mnożymy przez pacierz. A najlepiej na odwrót.

tablica 1: obliczenia do macierzy obsłużeń
oblicz_obsl.gif

W rezultacie otrzymujemy macierz B – obsłużeń badanych grup społecznych w skali tygodnia. Być może warto by ją przekształcić (por „Warto, moja Warto!.- Liryki z Pyrlandii”) na macierz struktury procentowej. Jak widać na drugi rzut oka, różni się ona istotnie od macierzy A, w szczególności faworyzując klientów stałych.

mac_o.gif
Macierz B – struktury procentowej obsłużeń

Konkluzja jest wstrząsająca: niemal dwie trzecie obsłużeń dotyczy tych samych osób i jest dokonywane przy użyciu tych samych, nierzadko sponiewieranych prawnych środków płatniczych. Innymi słowy – jak błyskotliwie stwierdziła moja znakomita koleżanka, pani Felka: Już mam dość, wciąż te same mordy i te same śmierdzące pieniądze.

Przykład śmierdzącego pieniądza:

banknot50.jpg

Jak pamiętają adeptki bardziej posunięte w leciech, przykładowy banknot jest opatrzony wizerunkiem człowieka, który zapisał się w historii Polski jako ten, który się kulom nie kłaniał. Dodać należy, że w stanie permanentnego całkowitego upojenia alkoholowego trudno się kłaniać nie tylko kulom, ale także chodzikom czy wózkom inwalidzkim. Historia i różnorodność środków płatniczych w naszym kraju (o mleku i miodzie płynącym marzącym) stanowi temat tak rozległy, ze nie sposób poświęcić mu uwagi w niniejszym cyklu pogadanek.

Pomijając negatywny wpływ struktury obsłużeń na skuteczność stosowania zasady dżulooptymalizacji (zostanie omówiony niebawem) dodatkowym zagrożeniem jest ewentualne znużenie ekspedientki jej na wskroś fascynującą pracą.

A w dalszej części – kolejne nudne obliczenia i finalny efekt.

Dziękuję za uwagę.


  • RSS